Jak pisaliśmy na naszej stronie jakiś czas temu, 30 września br. na alei Jana Pawła II oraz w obrębie ulic biskupa Tomickiego i ul. gen. Boruty-Spiechowicza odbyły się ćwiczenia na szeroką skalę które zgrywały krakowskie służby ratunkowe podczas współpracy w wypadku masowym. Przyjęte założenie obejmowało zderzenie autobusu z tramwajem.
Niestety pomimo starań, całość nie przyjęła się z entuzjazmem mieszkańców i pojawiły się głosy sprzeciwu oraz krytyki na wydarzenie. Wielu zaczęło krytykować wybór miejsca organizacji ze względu na usytuowanie i fakt, iż wiele osób się spóźni czy nie dotrze w wyznaczone miejsce. Padły także pytania dlaczego akcja nie była przeprowadzana w miejscach gdzie jest pusto… A no dlatego, że wypadki nie zdarzają się tam gdzie niczego nie ma.
Jak wyjaśniali strażacy czy też ratownicy medyczni, ćwiczenia muszą odbywać się tam gdzie takie prawdopodobieństwo jest największe i w realnym otoczeniu. Jest to jedyna szansa aby nie tylko sprawdzić wieloetapową współpracę, czas dojazdu poszczególnych jednostek czy też ile zajmuje ominięcie potencjalnych blokad. W realnym życiu, wypadek nie wybiera gdzie się wydarzy ani tym bardziej miejsca które nikomu nie będzie przeszkadzać. Aż nie nadszedł wczorajszy dzień…
GDY NASTĄPI NIESPODZIEWANE
W dniu wczorajszym, tak jak mogliście przeczytać w naszym poprzednim wpisie, doszło do poważnego wypadku komunikacyjnego w Nowej Hucie. Skala była na tyle duża, że wszystko co zakładały wcześniejsze ćwiczenia – sprawdziło się w 100%. Było wiele osób poszkodowanych, drogi zablokowane i wyznaczone objazdy, działania wielu zastępów straży pożarnej, ZRM, Policji. To co we wrześniu było prowadzone w ramach przygotowania do takich zdarzeń, spełniło się w realnym życiu.

DWIE ODMIENNE PERSPEKTYWY
W mediach społecznościowych często można natrafić na pojedyncze komentarze mieszkańców którzy krytykują organizację akcji ratowniczej oraz wszelkie niedogodności jak korki, zmiany tras na dłuższe czy objazdy nie tędy jak chcieliby aby było. W czasie działań zaś, ratownicy medyczni czy strażacy którzy są na miejscu wraz z innymi służbami działają pod presją czasu aby to co jest ćwiczone na założeniach, było jak najlepiej wykonane i najbardziej sprawnie w przypadku realnego zagrożenia życia. To co się wydarzyło, pokazuje iż takie ćwiczenia nie są wymysłem służb lub zwykłym „widzimisię” ale swego rodzaju treningiem który pozwala udoskonalić umiejętności które będą kluczowe podczas prawdziwego zdarzenia.



